2008
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

coś o mamie
Agatka w Peru

Zwierzątka znalezione własnoręcznie i uratowane z sieci. Muszą zostać...

adopt your own virtual pet!
adopt your own virtual pet!

16 września 2007 :: 21:50

Miś Brudno

Nie, misiu Bludno, nie mozieś tam iść bo sie psiewjóciś - dobiegło do uszu mamy z kuchennego parapetu.
- Jak ten miś ma na imię? - zapytała zaciekawiona mama.
- To jeśt miś Bludno.
- A nie Bruno, przypadkiem - upewniła się chichocząca mama.
- Bludno się nazywa - buzia zrobiła się lekko zła - to wciale nie jeśt śmieśne.
- oczywiście - mama przywołała na twarz najpoważniejszą z min - a dlaczego on ma na imię Brudno?
- bo ma bludnego pieska, o!
I tu mamie został zaprezentowany maleńki piesek wymazany dokumentnie żółtym flamastrem.

Musimy chyba napisać do niemieckiego producenta misiów Bruno z prośba o uzasadnioną korektę w nazwie. W końcu prędzej czy później każdy mały miś czy piesek robi się brudny..



16 września 2007 :: 21:15

Niedziela

Niedziela przebiegła 3-etapowo.

Etap 1 Słodkie lenistwo
Podczas którego to mama oddawała się niespiesznej kąpieli, czytaniu oraz przyjmowaniu gości, a dzieci bawiły się w ulubioną zabawę mamy, a mianowicie, udawały, że są aniołami - układały puzzle, czytały mądre książki, uczyły się angielskiego, oraz prowadziły konwersacje pt. '- moja kochana siostrzyczko, ja ci zaraz wszystko pokażę i wytłumaczę, - dobrze, moja kochana siostrzyczko'.

Etap 2 Solidna wyżerka.

[nieodmiennie ukochana potrawa - 'pupeciki']




Co się działo potem mama nie bardzo wie bo spała.


Etap 3 Eskapada krakowska.

Tramwajowa, oczywiście.




Bardzo, bardzo udana niedziela :)



8 września 2007 :: 16:50

Nagroda Nobla

- mamo, a czy ci lotnicy co mają tu pomnik, to już nie żyją?
- nie żyją, zginęli na wojnie.
- a ta pani, której pomnik oglądaliśmy w parku, to już nie żyje?
- dawno nie żyje. To była Maria Curie-Skłodowska, chemik. Bardzo mądra. Taka mądra, że aż dostała nagrodę Nobla.
- a tą nagrodę nobla to za co się dostaje?
- za bycie najmądrzejszym na świecie.
- to chyba ty i ja powinniśmy taką nagrodę dostać! Nisia to jeszcze nie..

Fajnie że się załapałam..



8 września 2007 :: 15:52

Dzisiejszy dzień mama i córki miały spędzić w nastepujacej konfiguracji - pokolenie młodsze na hulajnogach, pokolenie starsze na rolkach. Niestety.. młodsza część pokolenia młodszego mamy na rolkach nie zaakceptowała totalnie: 'źdejmuj te jojki, na nóźkach idź!'. Ponieważ postulat ten poparty został wielce buntowniczym krzykiem, mama rolki potulnie zdjęła (co może i wszystkim wyszło na dobre..)

Zaczęło się od zjazdów..



Potem nastąpiła jazda terenowa..




Niektórzy byli bardzo rozczarowani, że nie wniesiono im hulajnogi na najwyższy zjazd w okolicy..


Tak w ogóle to spacer ten nacechowany był jakimś wszechobecnym ekstremalizmem - za każdym razem mama zajęta asekurowaniem Weroniki na najwyższych możliwych drabinkach, odnajdowała swą starszą córkę w sytuacjach jak poniższe..







5 września 2007 :: 20:39

Pracujemy

Każdy nad swoim komputerem pochylony w skupieniu..


A ty nad czym teraz pracujesz?


W efekcie wytężonej pracy cyferki ma już Nisia w małym paluszku. Aktualnie przyswaja literki. Najchętniej w Wordzie. Czcionką bezszeryfową, 30pt, CAPS LOCK ON.



5 września 2007 :: 20:30

Przedszkolak

I tak oto Weronika została dumnym przedszkolakiem.

Rano raźnym krokiem wmaszerowuje wraz ze starszą siostrą do szatni. Błyskiem wiesza kurtkę na stosownym wieszaczku i zmienia buty na kapcie (w tym czasie starsza siostra zdąża rozpiąć swoją kurtkę), biegiem wpada do przedszkola w przelocie posyłając mamie buziaka i.. zajmuje miejsce przy stole w sali średniaków.

Wywleczenie Nisi z sali średniaków i przetransportowanie do sali maluchów to największa trauma. Nisia łka wniebogłosy, zapewnia wszystkich dookoła 'jeśtem juś duzia!', 'cie być siedniakiem'. Nawet obecność starszej siostry, która litościwie co rano w sali maluchów trzyma młodszą za łapkę nic nie zmienia. Gdyby Nisia mogła od początku chodzić do średniaków pewnie ani razu by się w przedszkolu nie rozpłakała.

Bycie dużą jest teraz dla Nisi bardzo ważne. Na czułe zawołanie mamy: 'choć maluszku, dam ci buziaka', maluszek staje w pozie buntowniczej i mówi 'nie jeśtm ziaden majusiek, jeśtem duzia i siedniakiem!'.

Nawet wieczorne śpiewanie kołysanek naznaczone jest buntem dorosłości. Śpiewa mama:
I mały siwy konik,
wszedł cicho za wazonik,
by się spokojnie zdrzemnąć do świtu,
Nisiu malutka do swej poduszki i ty się przytul.

Na co śpiąca już prawie Nisia szepcze: 'nie jeśtem majutka, duzia jeśtem'.

Tak więc duża Nisia chodzi dzielnie do przedszkola i jak twierdzi Jula: jest bardzo grzeczna, zjada ładnie obiad i wcale nie płacze.

Może..



3 września 2007 :: 20:08

Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham..

Wieczorne wyznania miłości:
- mamusiu, ja to cię kocham jak stad do księżyca,
- a ja ciebie Juleczko jak stąd do gwiazd,
- a ja ciebie kocham jak wskazówki zegera obróciłyby sie 100 razy dookoła,
- a ja ciebie córeczko jak stąd do najdalszej galaktyki,
- a ja ciebie jak stąd do Afryki i Australi..

- A ja - mała rozczochrana główka wynurzyła się z pościeli w sąsiednim łóżeczku - a ja ciebie kocham jak śtąd do kuchni - i zaspana główka opadła na poduszki.

Dobranoc.



3 września 2007 :: 18:35

Mikołajek

Od tygodnia czytamy mikołajki: 'Mikołajek i inne chłopaki', 'Joachim ma kłopoty', 'Wakacje Mikołajka'. I wszystkie zgodnie zaśmiewamy - każda w zupełnie innym momencie.

Dziś po południu Julka zapytała:
- to co? mikołajek?,
- Mikołajek - odparła mama - wybieraj który,
- dziś ten - Julka ściągnęła z półki nie ruszaną jeszcze książeczkę - jaki to?
- 'Mikołajek w PRL', eee, nie, to nie dla dzieci, wybierz innego,
- dlaczego nie dla dzieci? - są dzieci, które nigdy nie wykonują poleceń zanim dogłębnie nie zbadają czy są one aby zasadne..
- Bo to paszkwil na mikołajka i na PRL, a nie prawdziwy mikołajek - wyjaśniła zrezygnowana mama, wewnętrznie przygotowując się już na długą serię trudnych pytań.
- A co to jest paszkwil? - zaczęło się,
- taki żart,
- a perelel?,
- ustrój państwa,
- wystrój? jak w teatrze?,
- nie, ustrój, taki system polityczny,
- a potyliczny to co?
- Boże! - poddała się mama - za mała jesteś, nie zrozumiesz, musisz pójść najpierw do szkoły i się paru rzeczy nauczyć.
- A co? Ty mnie nie możesz nauczyć? Nie umiesz??
- Umiem.. nie umiem.. no Julka! Wiesz co to prezydent?
- nie
- wiesz co to demokracja?
- nie
- a wiesz chociaż co to jest państwo?
- nie
- to ja faktycznie nie umiem ci tego wytłumaczyć..
- To chyba ty musisz iść do szkoły!

Ciekawe czy przemądrzałość wysysa się z mlekiem matki..



29 sierpnia 2007 :: 18:52

Chrzest

- Ja ciebie chrzczę - rzekła Julia w wannie wylewając z lubością siostrze na głowę wodę z plastikowego wieloryba.
Weronika przetarła oczka, spojrzała bystrze, nalała wody do plastikowego wiaderka i poczekała aż Jula się odwróci, po czym chlusnęła z rozmachem:
- Ja teś ciebie chście, Juleńko! Ciesiś sie?

Poczucie humoru Weroniki jest mamie bardzo bliskie..



28 sierpnia 2007 :: 16:54

Piórko

Siedzieliśmy w parku jedząc lody, kiedy nagle spod pupy Julki coś zafurkotało. Był to ptaszek. Malutki. Braciszek ptaszka leżał obok w stanie nieżywym, a furkoczący kolega też wyglądał nieszczęśliwie.
Odratowywanie wypadniętych z gniazda ptaków to nasza domowa specjalność. Maluch został przygarnięty, dostał nowe gniazdko w pudełku po wyrzynarce, mieszankę sera z jajkiem, dziób mamy zrobiony z zapałki i wdzięczne imię Piórko.
Po dwóch dniach Piórko wyleciał z gniazdka. Daleko nie poleciał, można by rzec, że spadł pod ławkę, ale ożywił się znacznie. W każdym razie pory posiłków pilnował skrzętnie.
Po dniach czterech przyjechał z nami z wakacji do Krakowa i zamieszkał w klateczce na parapecie. Na widok mamy z miseczką sera Piórko rozpoczynał radosne trele i szeroko otwierał dziób. Następnie wylatywał i sadowił się na jej ramieniu wijąc sobie z włosów gniazdko. Spacery Piórko uskuteczniał na fikusie, a pokarmem dla kanaków raczej gardził. Wieczorami siedział z mamą przy komputerze czasem tylko zerkając na rozwalonego na jej kolanach kota. Pieszczoty sióstr przyjmował ze stoickim spokojem, a czasem nawet ćwierkał milutko.
Cudny był Piórko.





Ale Piórka już nie ma. Odleciał..

Po powrocie z Warszawy stęskniona mama zobaczyła w klatce jakiegoś obcego pomarańczowego nadętego buca. Buc nazywa się kanarek i jest w kolorze oranżowym.
Może i mama potrafiłaby go polubić, gdyby nie to, że kiedy wyjeżdżała w klateczce tej mieszkał Piórko.. Mały brązowy piórko..